Category Archives: Archiwum

  • -

Senat wzywa Rząd do przyjęcia wynegocjowanego projektu budżetu UE

Senat RP podjął uchwałę wzywającą Radę Ministrów do przyjęcia wynegocjowanego projektu budżetu Unii Europejskiej. 
W uchwale Izba wzywa rząd między innymi do poszanowania interesu narodowego i wycofania się ze sprzecznej z polską racją stanu groźby wetowania budżetu Unii Europejskiej. Jak napisano, zapowiadane przez rząd PiS weto godzi w interesy gospodarcze, polityczne i strategiczne Polski. 
W uchwale podkreślono, że grożenie wetem jeszcze bardziej pogłębia osamotnienie międzynarodowe polskiego rządu i trwający od 5 lat dryf kraju z centrum decyzyjnego Unii Europejskiej na jej margines.

Przed przyjęciem wymienionej uchwały, do senatorów przemawiał senator Jerzy Wcisła:
Polacy ciągle nie dowierzają, że nasz Rząd może chcieć zablokować unijny budżet. Mają do tego podstawy–bo specjalizacją tego Rządu jest mówienie czegoś innego, niż później robi. Ale jeśli nawet za groźbami prezesa PiS, powtarzanymi przez premiera Rządu kryje się jakaś tajna strategia, to przypomnę, że ponoć premier Wielkiej Brytanii David Cameron, wprowadzając referendum, też nie myślał, że w ten sposób wyprowadza Wielką Brytanię z Unii Europejskiej. Spodziewam się, że polskiemu rządowi też może udać się nie tylko zablokowanie budżetu, ale także wyprowadzenie Polski z Unii. Ten Rząd ma bowiem wyjątkową umiejętność osiąganie celów odwrotnych do deklarowanych
Nie mam wątpliwości, że Polacy nie chcą takiej polityki, bo kochają Unię także dla pieniędzy, które otrzymujemy na rozwój i lepsze życie. 
Gdy w 2003 roku ponad 77% Polaków opowiedziało się za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, to przede wszystkim dlatego, że chcieli żyć „jak Europejczycy” – jeździć lepszymi samochodami po lepszych drogach, mieć ocieplone ściany i większe telewizory. 
I 16 lat po przystąpieniu Polski do Unii ten entuzjazm jest jeszcze większy–ponad 80% Polaków chce być w Unii i chce korzystać z tej przynależności. To znaczy, że dostrzegają to, co potwierdzają twarde fakty: nasz kraj się rozwija i żyjemy coraz lepiej, właśnie dzięki pieniądzom z Unii. Wyjazd do Niemiec dziś już nie jest wyjazdem do innego świata: nasze i niemieckie domy, ulice, szkoły i całe miasta są znacznie bardziej do siebie podobne niż 20 lat temu. 
Statystyki te wrażenie potwierdzają: w 2004 roku PKB w Polsce per capita–na osobę–stanowiło zaledwie 40% tego, co osiągali Niemcy, teraz osiągają 60% – czyli systematycznie nadrabiamy straty. To jest fakt i Polacy go czują!
budżet, którego zawetowaniem grozi rząd, jest wyjątkowy. W ciągu 7 lat możemy uzyskać środki porównywalne z tymi, które otrzymaliśmy w ramach dwóch poprzednich perspektyw finansowych – czyli w ciągu minionych 14 lat. O ironio, polski rząd tę wyjątkowość dostrzega, a premier Morawicki niedawno uznał, że taki korzystny budżet to jego zasługa! A teraz chce blokować ten budżet? Alogiczność takiej postawy jest porażająca. 
Co ważniejsze – Polacy na te pieniądze niecierpliwie czekają. 
Do nowego instrumentu: Funduszu Odbudowy zgłoszono już ponad 1.200 projektów, z tego blisko 600 z samorządów. Co ciekawe Rząd sam takie wnioski składa i namawia innych do ich składania.
I np. na moje pytanie, z jakich pieniędzy Elbląg ma zbudować brakującą część kanału przez Mierzeję – minister niedawno mi odpowiedział: z Funduszu Odbudowy.
Więc moje miasto składa taki wniosek i dodatkowo jeszcze cztery. Teraz prezydent pyta: o co chodzi, kazali składać wnioski, a teraz rezygnują z kasy?
W Elblągu, gdzie z udziałem środków unijnych zrealizowano inwestycje o wartości 1 mld zł, odcięcie od środków unijnych jest niewyobrażalną szkodą. Podobnie jest w innych miastach
A przecież jest jeszcze długa lista problemów, na których rozwiązanie potrzeba miliardów euro
Rokrocznie 40-50 tys. Polaków umiera z powodu zanieczyszczonego powietrza. Na 50 najbardziej zagrożonych miast, 36 to miasta polskie
Bez środków unijnych sytuacja się nie poprawi
Kto będzie miał na swoich rękach krew tych dziesiątek tysięcy ludzi
Polskę nękają albo susze, albo powodziePiS zatrzymał już program przeciwpowodziowy dla Żuław – rząd PO-PSL zdążył zrealizować część tego programu wartości 600 mln złDo zrealizowania są inwestycje za ok. 1,5 mld złotych. Skąd weźmiecie na nie pieniądze? Będziecie czekać, aż Żuławy zatoną? 
Na regulację polskich rzek, by mogły po nich pływać barki, by rzeki przejmowały wody powodziowe i oddawały ją w czasie suszy potrzeba 100-140 mld zł – Rząd chwalił się, że zrobi to do 2030 roku. Z jakich pieniędzy? 
Podałem tylko kilka przykładów. Przedsięwzięć Polsce potrzebnych, których nie zrealizujemy bez środków unijnych. 
Z tej perspektywy, o której mówię, w zapowiedzi weta, najgorsze jest to, że – w przeciwieństwie do innych obietnic – tę akurat jesteście w stanie spełnić. Tym łatwiej, że kraje Unii Europejskiej mają już dość awantur wszczynanych przez polski rząd. I nie będą uginały się pod ciężarem naszego „wstawania z kolan”. 
Już nie możemy tłumaczyć się, że Jałta zgotowała nam taki los. Że winny jest Tusk, czy Niemcy. Winny jest tylko jeden: rząd PiSu. 
Już dziś traktują ten Rząd jako europejskiego dziwoląga, czego dowodem jest to, że znowu bijemy się z całą Europą niemal samotnie, z czymś, co 77% Europejczyków popiera i czego wręcz się domaga. 
Co ciekawe Polacy też się zgadzają z wiązaniem budżetu Unii ze stosowaniem zasad praworządności: aż 73% Polaków jest za takim powiązaniem, a tylko 16% przeciwko. Wiedzą już, że duże pieniądze w rękach polityków nieszanujących praworządności to zagrożenie, a nie szansa.
Wiedzą, że program wyborczy Kaczyńskiego polegający na przejmowaniu władzy nad sferami życia, którymi polityka nie ma prawa zarządzać – jak sądownictwo, samorządy, media – ostatecznie może być powstrzymany przez europejską solidarność dla wartości demokratycznych. 
Ja nie mam jednak złudzeń. Budżet możecie zawetować, że szkodą dla całej Polski. Wasz prawdziwy program, dla którego chcecie nas od Unii odsunąć, jest nie do zrealizowania. Nie z Polakami. Dajecie kolejny powód Polakom, by wyszli na ulice. Polacy nie dadzą się wypchać się z Europy wartości. 
Apeluję więc do senatorów Prawa i Sprawiedliwości – wezwijcie razem z nami polski rząd do wycofania się z gróźb zawetowania budżetu i tym samym do nieuchronnego wejścia Polski na drogę do polexitu, albo przynajmniej na absolutne marginalizowanie pozycji naszego kraju
Tego oczekuje suweren”.


  • -

5 mld dla samorządów

15. senatorów Klubu Obywatelskiego przygotowało dwa projekty ustaw – jestem w gronie autorów tych projektów – które przywracają samorządom lokalnym utracone dochody na skutek ustaw przyjętych przez Sejm w lipcu (4 lipca) i sierpniu (30 sierpnia) dotyczących głównie podatku dochodowego od osób fizycznych.
Te zmiany spowodowały, że wpływy do samorządów zmniejszyły się o 6 mld zł. W przypadku Elbląga te straty wynoszą 20,5 mln złotych.
Taka polityka jest niezgodna z Konstytucją, która art. 167. Gwarantuje samorządom „udział w dochodach publicznych odpowiednio do przypadających zadań”. Ta zasada została – nie po raz pierwszy złamana – złamana.
Rząd usprawiedliwia decyzje, ogólnym wzrostem podatków, tyle że zapomina dodać, że rosną też – często znacznie szybciej – koszty. Nie jest to zatem prawdziwe uzasadnienie obniżenie dochodów samorządów.
Ja jestem w gronie 15 senatorów, którzy te projekty przygotowywali. Projekt przewiduje zwiększenie udziałów samorządów w podatkach:
gmin – z 39,34 do 43,93% – o 4,59%
powiatów – z 10,25 do 11,49% – o 1,24%
województw – z 1,60 do 1,79% – o 0,19%
W przyszłym tygodniu rozpoczną się prace w komisjach nad projektami ustaw.
Mam nadzieję, że senatorowie i posłowie, z których wielu wywodzi się z samorządów – przypomnę, że na czterech parlamentarzystów z Elbląga trzech przez wiele lat działało w samorządach – nie dopuszczą do niszczenia samorządów.
Przed nami kolejna perspektywa finansowa. Być może ostatnia, w której będą duże środki na inwestycje. Byłoby źle, gdybyśmy z tych środków nie mogli skorzystać, bo nie mielibyśmy zdolności kredytowej na pokrycie 15-30% kosztów inwestycji.
Liczę, że wszyscy parlamentarzyści – niezależnie od partyjnych legitymacji – staną po stronie samorządów.


  • -

Rok rządów Mateusza Morawieckiego-rok niespełnionych obietnic dla Elbląga

15 listopada minęła pierwsza rocznica rządów Mateusza Morawieckiego w bieżącej kadencji.
Przypomnę więc, że ten pierwszy rok pozbawił nas złudzeń, że Elbląg może liczyć na cokolwiek od tego rządu.
Przez ten rok pytałem o realizację różnych zobowiązań, które ten rząd miał zrealizować dla naszego miasta. Nie mam dobrych wiadomości.
1. Rząd ani przez chwilę nie brał pod uwagę Elbląga, jako miasta, które zostanie objęte programem 100 obwodnic, chociaż Jarosław Kaczyński elblążanom obwodnicę obiecywał – i to właśnie w Elblągu. Już w lutym taką jasną odpowiedź otrzymałem.
2. Elbląg nie zostanie objęty programem Szybkich Kolei, chociaż w założeniach przyjmowano, że powinny one przyciągać do Centralnego Portu Komunikacyjnego m.in. mieszkańców Kaliningradu. Nasze miasto jest jedynym miastem o liczbie ludności przekraczających 100 tys. mieszkańców, które w tym systemie się nie znalazły. Zamiast tego obiecuje się nam jakąś protezę w nieokreślonej przyszłości.
3. Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda co chwile opowiadają, jak to Elbląg skorzysta na zbudowaniu kanału przez Mierzeję. Jednak jak wiemy, port w Elblągu nie zostanie przez rząd przystosowany do parametrów kanału, a miasto ma próbować pozyskać środki w programach unijnych – oczywiście z wkładem własnym.
4. Całkowicie pogrzebany został tzw. Program Żuławski, w ramach których Elbląg miał otrzymać 100 mln zł na ochronę przeciwpowodziową. Nic się też nie zadziało w sprawie budowy zbiorników retencyjnych na Srebrnym Potoku – inwestycja ma kosztować 32 mln zł i zapowiadał ją nawet poseł PiS z naszego miasta.
W każdej z tych spraw występowałem z pytaniami do rządu. Nie otrzymałem żadnej pozytywnej odpowiedzi – także jeśli chodzi o przyszłość.
Jedynie zapowiedź budowy zbiorników retencyjnych jest podtrzymywana. Kiedy? Nie wiadomo.


  • -

Czy sprawą budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną zajmie się Trybunał Sprawiedliwości?

Senator Jerzy Wcisła i europoseł Tomasz Frankowski spotkali się z dziennikarzami nad Rzeką Elbląg. Głównym tematem spotkania były wątpliwości dotyczące sposobu realizowania inwestycji na Mierzei przez rząd:
Kanał przez Mierzeję jest jedną z najważniejszych inwestycji realizowanych ze środków centralnych, które mogą zaktywizować zachodnią część województwa warmińsko-mazurskiego – subregion elbląski i miasto Elbląg.
Cieszę się, że budowa kanału ruszyła i mam nadzieję, że zostanie zakończona i będzie służyła rozwojowi gospodarczemu Miasta i regionu.
Z niepokojem jednak odnotowuję, że mimo iż inwestycja jest realizowana, to wciąż wokół tego przedsięwzięcia jest kilka wątpliwości. Przede wszystkim:
Czy inwestycja obejmie przystosowanie Portu Morskiego w Elblągu do jej parametrów? Wiem, że na dzisiaj nie ma zagwarantowanych na to zadanie środków, a Miasta Elbląg nie stać na sfinansowanie szacowanego na 200 mln zł dokończenia inwestycji w porcie, czyli pogłębienia portu i zbudowanie obrotnicy.
Czy inwestycja jest realizowana zgodnie z unijnymi dyrektywami środowiskowymi? A jeżeli nie, to czy z tego tytułu grożą Polsce jakieś sankcje finansowe?
Od odpowiedzi na powyższe pytania zależy być może los tej inwestycji, a na pewno jej koszt i możliwość wykorzystania dla rozwoju Elbląga i wykorzystania walorów Zalewu Wiślanego.
Temu drugiemu problemowi postanowiłem się przyjrzeć, bo dotyczy on relacji z Unią Europejską. A o te relacje polski rząd za bardzo nie dba i byłoby źle, gdyby kanał stał się ofiarą polityki rządu, który za wszelką cenę chce udowodnić, że Unia Europejska nie ma prawa ingerować w sprawy naszego kraju.
Z kanałem właśnie tak jest. Polski rząd twierdzi, że skoro buduje kanał za polskie – a nie unijne pieniądze – to nie musi przedsięwzięcia uzgadniać z Komisją Europejską.
Niestety, tak nie jest. Kanał jest budowany w dwóch obszarach chronionych przyrodniczo europejskiej Sieci Natura 2000.
Z tego powodu inwestycje na tych obszarach muszą być realizowane za wiedzą Komisji Europejskiej, a sprawy środowiskowe muszą być zgodne z dyrektywami unijnymi.
Jak ustaliłem, projekt budowy kanału do 2015 roku był konsultowany z Komisją Europejską. W 2013 i w 2015 roku dokumentacja została przekazana Komisji Europejskiej z prośbą o zaopiniowanie. Niestety po dojściu do władzy rządu PiS te praktyki zostały przerwane.
W 2017 zmieniono cel budowy kanału przez Mierzeję, zapisując w specustawie, że powstaje on „ze względu na istotny interes bezpieczeństwa państwa” (art. 1.1. ustawy), a nie, jak zakładano od 10 lat, że kanał ma być budowany dla celów transportowych i turystycznych.
Ten zapis został wykorzystany po to, by odmówić Komisji Europejskiej uzgadniania z nią warunków środowiskowych, jakie musi spełnić ta inwestycja.
Zarówno Zalew Wiślany, jak i Mierzeja Wiślana są bowiem strefami objętymi ochroną w ramach Europejskiej Sieci Natura 2000. Z tego powodu, wszelkie inwestycje realizowane na takich obszarach muszą spełnić określone wymogi, a jeśli oddziałują negatywnie na środowisko, muszą przewidywać wykonanie zadań, które skompensują przyrodzie utracone wartości.
Takie kompensacje przewidywano w dokumentacji przekazanej Komisji Europejskiej w latach 2013-2015 roku jeszcze przez rząd PO-PSL.
Obecny rząd całkowicie zmienił te ustalenia. Raport środowiskowy z 5 grudnia 2018 roku stwierdzał, że inwestycja „nie powinna znacząco oddziaływać negatywnie na środowisko”, w związku z czym kompensacje przyrodnicze nie będą konieczne.
Komisja Europejska już 20 grudnia 2018 r. zażądała wskazania naukowych źródeł takiej decyzji. Rząd 14 styczniu 2019 roku wysłał wprawdzie 12- stronicowe streszczenie uzasadnienia decyzji środowiskowej, ale jednocześnie poinformował, że w związku z „nowym” celem budowy kanału, jakim jest – przypomnę – „istotny interes bezpieczeństwa państwa” nie będzie traktował opinii Komisji Europejskiej jako wiążącej.
Jednocześnie rząd przez dwa lata opinię krajową przekonywał, że Komisja Europejska aprobuje stanowisko Polski i prowadzone są jedynie „nieznaczące dla inwestycji postępowania”.
Sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska 14 września 2020 roku zmienił opinię z 2018 roku i przyznał, że „budowa kanału będzie miała znaczący wpływ na środowisko”. Jednocześnie GDOŚ stwierdził, że zmiana oceny środowiskowej nie zmienia nic w budowie kanału.
I taką narrację utrzymuje Rząd, informując, że Komisja Europejska nie kwestionuje takiego stanowiska.
Z moich ustaleń wynika, że jest inaczej. Przedsięwzięcia realizowane i mające wpływ na wartości przyrodnicze chronione europejską dyrektywą środowiskową w ramach Sieci Natura 2000 powinny być uzgadniane z Komisją Europejską.
Komisja Europejska uważa, że budowa kanału przez Mierzeję musi spełniać dyrektywy unijne w sprawie ochrony siedlisk przyrodniczych (Dyrektywa Rady 92/43/EWG z 21 maja 1992) i w sprawie skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko (Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/92/UE z 13 grudnia 2011 r.).
Komisja prowadzi dialog z polskim rządem, chociaż poinformowano mnie, że ostatnie spotkania w tej sprawie odbyły się latem 2019 roku. Od tego czasu dialog prowadzony jest korespondencyjnie.
M.in. wiosną tego roku rząd polski poinformował, że „podejmie kroki legislacyjne, by wyeliminować niektóre niedociągnięcia” w ustawie o budowie kanału. Jednak zdaniem Komisji – które zostało przekazane władzom polskim 18 marca 2020 r. – to nie rozwiąże kwestii naruszenia dyrektywy Rady. I jeżeli brak zgodności się utrzyma, Komisja może skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości.
Komisja bada także skutki decyzji GDOŚ z 17 września, z której wynika, że wbrew – wcześniejszym decyzjom – budowa jednak będzie miała wpływ na środowisko, ale jednocześnie utrzymane zostały wszystkie decyzje dotyczące realizacji tej inwestycji. Komisja analizuje uzasadnienie utrzymania tych decyzji i inne dokumenty. Na podstawie tych analiz Komisja podejmie decyzje w sprawie kolejnych kroków.
– – – – –
Konkludując:

  1. Komisja Europejska uważa, że decyzje o budowie kanału przez Mierzeję, włącznie ze specustawą – mimo że odwołują się do „interesu bezpieczeństwa narodowego” – muszą być zgodne z dyrektywami unijnymi, a nie spełniają tego warunku.
  2. Komisja bada, czy utrzymanie decyzji dotyczących budowy kanału przez Mierzeję – mimo dokonania w 2020 roku zasadniczej zmiany oceny środowiskowej – jest zgodne z dyrektywami unijnymi.
  3. W przypadku stwierdzenia nieścisłości Komisja rozważa skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Będę starał się pilnować, by rząd nie doprowadził do sytuacji, w której Komisja Europejska, nie mogąc dogadać się z polskim rządem, zdecyduje się na przekazanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości. Będziemy wywierali presję na polskim rządzie, by realizował tę ważną inwestycję w zgodzie z procedurami unijnymi. One obowiązują w całej Europie i nie są wprowadzane po to, by blokować inwestycje, ale po to, by je realizować, bez szkody dla środowiska. W przypadku kanału przez Mierzeję jest to możliwe. Cześć zadań – np. sztuczna wyspa – pełnią zadanie kompensacyjne – wydaje się zatem, że kompensacje przyrodnicze nie są wielkim problemem. Problemem zdaje się być jakaś dziwna niechęć do bezkonfliktowego uzgadniania takich problemów.
Gdyby doszło do takie sytuacji, w której Komisja Środowiska i Komisja Europejska uznają, że wyczerpały swoje możliwości negocjacyjne z polskim rządem i przekazały sprawę do Trybunału Sprawiedliwości, to pierwszą decyzją będzie zatrzymanie inwestycji i kary za każdy dzień zwłoki w jej realizacji.
Przypomnę, że w sprawie wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej niezastosowanie nakazu wstrzymania wycinki groziło karami w wysokości 100 tys. euro dziennie, ale bywają kary wyższe.
Włochy za naruszenie unijnych norm gospodarowania odpadami ukarane zostały kwotę 40 mln euro i 42 mln euro półrocznej kary okresowej.
Francja za brak kontroli nad połowami niektórych gatunków ryb ukarana została 20 mln euro grzywny i 57,7 mln euro kary okresowej – za każde pół roku zwłoki za doprowadzenie do sytuacji zgodnej z normami unijnymi.
To wysokie kwoty. Mam nadzieję, że polski rząd jednak będzie szukał możliwości porozumienia i dostosowania przedsięwzięcia do unijnych norm i groźba procesu przed TSUE nie będzie zrealizowana.


  • -

Wspomnienie o Ryszardzie Tomczyku

Wiosną 1997 roku przyjechałem do Elbląga. Zostałem redaktorem naczelnym „Gazety Elbląskiej”, nie znając w tym mieście ani jednej osoby. Pierwszy mój artykuł w gazecie i od razu konflikt z ostatnim I sekretarzem KW PZPR w Elblągu Bolesławem Smagałą. W ogniu medialnej wojny pojawił się u mnie dr Ryszard Tomczyk ze świeżo wydaną książką „Zadra. Kruszenie piedestału”. Książka była pokłosiem jego sporu sądowego ze… Smagałą i odpowiedzią na jego książkę „Spór o miasto”. Tak uczyłem się najnowszej historii Elbląga i szacunku dla Tomczyka, który każdego swojego zdania o Elblągu był w stanie bronić co do przecinka – wspomina senator Jerzy Wcisła.
Był jedną z pierwszych osób – spoza redakcji – którą poznałem. Od razu został stałym felietonistą „Gazety Elbląskiej”, a ja szybko zacząłem pisać do literackiego Kwartalnika Elbląskiego „Tygiel”. Mieliśmy dużo czasu, by się poznać.
Gdy w 2010 roku zostałem przewodniczącym Rady Miejskiej w Elblągu wiedziałem, że dwóm osobom należą się tytuł Honorowego Obywatela Elbląga: Ryszardowi Tomczykowi i Lechowi Wałęsie. W 2011 roku miałem zaszczyt te tytuły wręczyć.
23 lata emocjonalnej i intelektualnej przygody
Tygiel i SEKA (Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów) były pretekstem do setek spotkań i dyskusji, których temperatura często sięgała zenitu, bo z Ryszardem nie uzgadniało się poglądów „dla świętego spokoju” – trzeba było przedstawiać twarde argumenty. Był wymagającym adwersarzem. Mimo to, szybko – chociaż nie wiem dokładnie, kiedy – przeszliśmy na „Ty”.
Najczęściej spotykaliśmy się w domu Ryszarda, w którym jakiś czas po śmierci żony Wiesi, pojawiła się wielka przyjaźń z lat młodzieńczych – przecudowna Alinka.
Dom Ryszarda Tomczyka był zapełniony obrazami, książkami i notatkami. Nawet niedopuszczone do druku wersje artykułów czy recenzji teatralnych były rzetelnie poukładane w kopertach. Mam nadzieję, że ciągle tam są i zostaną zachowane.
Zaprzyjaźniliśmy się rodzinnie. Moja żona brała udział w procesie wydawniczym kilku książek Ryszarda Tomczyka. Temperatura spotkań nieco spadła, ale zawsze były to intelektualne i emocjonalne uczty. Polityka w rozmowach nigdy nie dominowała. Nie potrafię ich dziś odtworzyć, ale musiało być w nich coś niezwykłego, skoro nawet nasza nastoletnia córka potrafiła pójść ze szkoły „porozmawiać sobie z panią i panem Tomczykami”.
Wagnerowski dom…
Cztery dni przed śmiercią Ryszard zadzwonił. Koniecznie chciał, bym odebrał jego ostatnią książkę. Bałem się iść, mówiłem wprost: Ryszard to jest ryzykowne… nie mogę narażać Ciebie, mam wiele kontaktów z różnymi osobami i muszę Cię chronić…
Klimat epidemii bardzo mu dokuczał. Kochał ludzi, bezpośrednie kontakty, dyskusje. Mówił: to moja ostania książka, muszę ją dać moim przyjaciołom. Długo rozmawialiśmy. Ryszard ma perfekcyjny umysł, więc gdy mówił, że gotów jest odejść, to wiedziałem, że wie, co mówi. Skarżył się na lekarzy, że każą mu robić badania, jakby był „jakimś nastolatkiem”.
Od Alinki dowiedziałem się, że choroba jest poważniejsza. Że czeka na lekarza. Po wizycie lekarza jeszcze raz rozmawialiśmy. Mówił, że już do niewielu osób dzwoni. W głowie mi dudniło, że to może być pożegnanie. Umówiliśmy się, że książkę położy pod drzwiami, a ktoś ją odbierze. Sam nie odważyłem się zaryzykować, bo czy umiałbym odmówić, gdyby Ryszard pojawił się w progu?
Alicja i Ryszard Tomczyk często są gośćmi moich myśli i naszych rodzinnych rozmów. W końcu wszyscy – wraz z żoną i córką – mieliśmy z nimi wspólne, ale i osobiste relacje.
I w tych myślach pozostaną. Razem z domem, którego klimat od dawna kojarzy mi się – nie wiem dlaczego – z najpiękniejszym utworem Budki Suflera o domu, w którym rozbrzmiewał wagnerowski ton, a zwłaszcza z przecudownym refrenem „a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…”.
Żegnaj Przyjacielu. W drogę trzeba iść… Tak jak Ty. Do końca.


  • -

Rząd skazuje polskie firmy na bankructwo

W poniedziałek (09.11.2020 ) na Starym Mieście odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez Koalicję Obywatelską z udziałem przedstawicieli branż, które zostały ponownie objęte pandemicznymi restrykcjami.
Ślimaki bez rządowego wsparcia
W tej branży w kraju zatrudnionych jest kilka tysięcy osób, mimo to, jak mówi Damian Gajewski, prezes Polish Snail Holding, który jest liderem branży hodowli ślimaków,  „nie jest ona objęta żadną pomocą rządową ani tarczą”.
– Już od dziesięcioleci Polska jest jednym z największych eksporterów ślimaków do Unii Europejskiej, wcześniej eksportowała je do krajów Europy Zachodniej. Mówimy tu o ślimakach zbieranych – winniczkach, a także hodowanych przez naszych farmerów. Zostaliśmy całkowicie opuszczeni przez rząd i rządowe agencje. Nie ma żadnego wsparcia dla hodowców ślimaków, a są to głównie osoby prowadzące działalność rolną. Gdy spojrzymy na wszystkie programy ARiMR dotyczące wsparcia, to tarczy dla hodowców ślimaków tam nie ma. Taka branża dla naszych włodarzy w ogólne w Polsce nie istnieje. Ślimaki to towar ekskluzywny, głównie na eksport i dziś praktycznie nasze rynki zbytu są zamknięte. Włochy, Francja, Hiszpania – czyli podstawowe kraje, które są odbiorcami tego produktu, zamykają się – mówi Damian Gajewski.
Prezes Polish Snail Holding podkreśla, że hodowcy ślimaków zostali pozostawieni w Polsce „sami sobie”.
– Zakończyliśmy właśnie sezon hodowlany, ślimaki zostały zebrane, ale nie można ich wywieźć i sprzedać. Każdy z tych hodowców jest teraz „sam sobie”. Mamy bardzo wielu nowych hodowców, którzy poczynili duże inwestycje. Jeśli nic się nie zmieni, to nie będą mogli sprzedać swoich płodów, a przecież są to żywe zwierzęta i nie można ich przechowywać w nieskończoność, nasza branża poniesie ogromne straty – mówi Damian Gajewski.
Przedsiębiorca zaznacza, że wsparcie dla branży powinno być udzielone szybko.
– Oczekujemy wsparcia finansowego, na żadną inną pomoc nie możemy liczyć: pomoc w eksporcie nie ma tutaj zasadności – mówi Gajewski.
– Rozmawiałem z panem Damianem i proponował, że jeśli rząd skupował chryzantemy od sprzedawców, to niech wykupi te ślimaki – dodaje senator Jerzy Wcisła.
150 tysięcy ludzi na bruk?
Arkadiusz Paszun jest prezesem firmy IMG S.A., producenta i dostawcy urządzeń i akcesoriów fitness, pracujących w 570 placówkach.
– Zamknięto nas w marcu i tylko 8 procent osób związanych z branżą fitness dostało wsparcie, czy subwencję z PFR. To są pieniądze na miesiąc, dwa miesiące życia. Utrzymanie klubu fitness to 150 tys. zł miesięcznie, zależy to oczywiście od wielkości klubu. Tyle kosztują czynsz, sprzęt w kredycie czy leasingu i utrzymanie pracowników. Otworzono nas w czerwcu, czyli w miesiącu, w którym o fitnessie już nikt nie myśli, bo chętniej ćwiczymy na dworze. Kiedy zbliżał się sezon na fitness, czyli październik, to z powrotem nas zamknięto. Z jednej strony dano nam subwencję i musimy ją przecież w części oddać, z drugiej strony zamknięto nam biznes, więc jak mamy to oddać? – pyta Arkadiusz Paszun.
Podkreśla, że branża fitness w czasie pandemii może pomóc wzmacniać odporność.
– Jeśli ktoś ma IQ wyższe od kury, to wie, ile ta branża przynosi dla służby zdrowia pieniędzy – czyli ile „produkuje” ludzi zdrowych. Ćwicząc w klubach zwiększamy swoją odporność. Nie słyszałem, w Elblągu – ale i w Polsce – o źródłach zarażeń na siłowniach i basenach. W państwa azjatyckich płaci się ludziom, żeby szli do fitnessu, ponieważ tam doskonale się wie, że oni dzięki temu zwiększą swoją odporność. Nie umiera się na koronawirusa, ale na choroby pochodne, a te możemy zwalczyć właśnie w fitnessie. Jeśli ktoś podejmuje decyzję o zamknięciu klubu fitness, to powinien z tego tytułu ponieść konsekwencje i zapłacić nam. Chyba, że się liczy z tym, iż 150 tys. ludzi pójdzie na bruk i zostaną niespłacone miliardy złotych w leasingach. – mówi przedsiębiorca.
– Amerykańska firma MXM wykonała badania pod kątem zarażenia COVID na ponad 49 milionach osób, które korzystają z klubów fitness. Stopień zaraźliwości w klubach fitness wynosi 0,00023 procent – dodaje senator Jerzy Wcisła.
Petycja do premiera
W konferencji uczestniczyli również przedstawiciele Elbląskiego Klubu Szefów Kuchni, który skupia pracowników branży gastronomicznej. Tych w naszym mieście jest około 600.
– Chodzi nam nie tylko o właścicieli restauracji, ale o pracowników gastronomii, którzy stracili pracę „dzięki” sytuacji covidowej i nie otrzymali żadnej pomocy. Dla tych ludzi nie ma w tym momencie nic, a przecież oni mają swoje rodziny, mają opłaty. Gdzieś tam ktoś wspomina, że można składać jakieś wnioski, że można gdzieś tam coś pisać…. My byśmy chcieli konkretnie rozmawiać z kimś, kto będzie znał problem branży od środka – mówi Bartosz Majchrzak z Elbląskiego Klubu Szefów Kuchni.
W Elblągu udało się zebrać 150 petycji do premiera Mateusza Morawieckiego z postulatami branży gastronomicznej, jak zapowiada Bartosz Majchrzak, wysłane zostaną one do Sztabu Kryzysowego Gastronomii Polskiej. Apeluje on również o „lokalną solidarność”.
– Byłoby miło, abyśmy wspierali się nawzajem. Miasto mogłoby znieść opłaty za wywóz śmieci, czy za parkowanie na Starym Mieście. Gdy klient chce odebrać jedzenie, to nie musiałby wtedy płacić za parking. Będziemy taką prośbę składali w Urzędzie Miejskim w Elblągu – zapowiada Majchrzak.
– Mamy też problem z płaceniem wysokiej koncesji (na sprzedaż alkoholu -red.). Jest to opłata za cały rok. Ponosiliśmy ją podczas poprzedniego lockdownu, w tej chwili również nic nie wiadomo, co dalej w tej kwestii. Wsparcie dla wszystkich zamkniętych branż powinno być natychmiastowe – dodaje właścicielka elbląskiego Tamago Sushi Bar.
Jak podkreśla poseł KO Jacek Protas, potrzebny jest klarowny program funkcjonowania państwa w czasie pandemii.
– Takiego planu nie doczekaliśmy się. Plan powinien powstać na bazie badań oraz doświadczeń z innych krajów i na bazie wskazań specjalistów. W jaki sposób mamy zamykać gospodarkę i wprowadzać konkretne rozwiązania i ograniczenia, które z nich „działają” – mówił Jacek Protas.

ŹRÓDŁO: PORTEL.PL


  • -

Oświadczenie senatorek i senatorów

„Mamy do czynienia z największą falą demonstracji w historii wolnej Rzeczpospolitej od 1989 roku”.
Wraz z senatorkami i senatorami Koalicji Obywatelskiej złożyliśmy oświadczenie w sprawie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku:
„My senatorki i senatorowie Koalicji Obywatelskiej stanowczo oświadczamy, że orzeczenie upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie dopuszczalności przerywania ciąży w przypadku ciężkich i nieodwracalnych wad płodu narusza godność kobiet, odbiera im równość wobec prawa oraz prawo do ochrony zdrowia, godzi w ich wolność i naraża je na nieludzkie traktowanie i tortury.
Wydanie takiego orzeczenia w dobie szalejącej pandemii koronawirusa należy traktować jako prowokacje oraz zamach na życie i zdrowie Polek i Polaków, którzy w obronie praw kobiet demonstrują od kilku dni na ulicach całego kraju. To także próba odwrócenia uwagi od nieudolności rządu, który nie radzi sobie w walce z pandemią.
Zwracamy ponadto uwagę, że w wydawaniu orzeczeń przez Trybunał Konstytucyjny nie mogą uczestniczyć osoby niebędące legalnie powołanymi sędziami. Wyrok wydany z udziałem osób nieuprawnionych do orzekania jest wyrokiem nieistniejącym. W składzie orzekającym zasiadał sędzia-dubler Mariusz Muszyński i dwaj następcy dublerów: Justyn Piskorski, jednocześnie będący sprawozdawcą w sprawie i Jarosław Wyrembak, a więc osoby wybrane i powołane na miejsca wcześniej zajęte. To są osoby nieuprawnione do orzekania, które nie są sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Dodatkowo składowi orzekającemu przewodniczyła sędzia Julia Przyłębska, wybrana na prezesa Trybunału Konstytucyjnego w sposób niezgodny z procedurami.
Wreszcie postępowanie było obarczone błędami proceduralnymi. Stanowisko Sejmu przedstawione w Trybunale Konstytucyjnym przez posłankę PiS Barbarę Bartuś nie zostało uprzednio przyjęte przez komisję ustawodawczą. My senatorki i senatorowie Rzeczypospolitej Polskiej uważamy, że stanowisko składu orzekającego nie stanowi wyroku Trybunału Konstytucyjnego Rzeczypospolitej”.


  • -

Protest rolników w Elblągu

Protest rolników w Elblągu rozpoczął się o 10:00 w środę 21 października . Strajkujący ciągnikami przejechali ulicami miasta, a w południe spotkali się z senatorem Jerzym Wcisłą na parkingu przy elbląskiej Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej.
Między innymi pan jest przyczyną tego zgromadzenia — zaczął Mariusz Abramowski, jeden z protestujących, kierując swoje słowa do senatora Jerzego Wcisły. – Dla przyjemności tu nie jesteśmy — wtórował mu inny strajkujący.
— Ale to wy wybieraliście senatorów, a nie ja — odpowiedział Wcisła.
— Pana również! – odpowiedział zgromadzony tłum. — I co mamy z tego? Obawy co do przyszłości naszych dzieci? Chyba nie tędy droga — mówił jeden z protestujących.
— Dlaczego chcecie zepsuć naszą pracę? Najpierw dajecie programy unijne, żebyśmy się rozwijali i inwestowali, a teraz chcecie zrujnować nasze gospodarstwa? — padały kolejne pytania.
— Moja formacja załatwiła dla was 35 miliardów z Unii Europejskiej. Ten rząd 5 miliardów odda Unii Europejskiej, bo poobsadzał stanowiska w agencjach rolnych swoimi kumplami, którzy sądzą się z wami i nie dają wam tych pieniędzy — tłumaczył Jerzy Wcisła. — Oczywiście możecie wszystko zrzucić na mnie, ale to nic nie da — dodał senator.
Mariusz Abramowski apelował jednak o nieodbieganie od tematu. — Jesteśmy tu w konkretnym celu, chodzi o „piątkę dla zwierząt”, co wy, jako opozycja poparliście. Gdybyście byli za nami — za chłopami, rolnikami i polską wsią — nie byłoby nas tutaj — mówił protestujący.
I kontynuował: — Panie senatorze, gospodarka zwalnia, budżet jest pusty, a wy drenujecie kolejną pulę podatków. Marszałek Terlecki obiecuje odszkodowania, ale nie są one ujęte w budżecie, więc to, że coś będzie wypłacane hodowcom bydła to jedynie płonne nadzieje. Zrobiliście teraz najgorsze, co mogliście zrobić — poprawki w senacie, które dzielą polską wieś — czym różni się hodowca drobiu ode mnie? — pytał Abramowski.
— Mówicie, że ubój rytualny jest nieludzki i niehumanitarny, ale nie da się bezboleśnie zabić żadnego zwierzęcia. Zabójstwo to zabójstwo i każde wiąże się z cierpieniem. Uwierzcie, że mniej męczy się zwierzę przy rytualnym uboju, niż przy ogłuszaniu. Podejmujecie decyzje, nie mając pojęcia na ten temat, jestem przedstawicielem Izby Rolniczej i nie było żadnych konsultacji społecznych — przyznał rolnik.
Kiedy wpłynęła do nas ta ustawa, mogliśmy zrobić dwie rzeczy — albo ją poprawiać, albo ją odrzucić — informował strajkujących senator. — Na początku tej kadencji chcieliśmy pokazać Polsce, że senat nie może działać tak, jak sejm, czyli wyrzucać wszystko do kosza. Sami byście nas wówczas znienawidzili. Doszliśmy do wniosku, że to, co możemy poprawić, poprawimy. Czy to zrobiliśmy dobrze, czy nie — oceniajcie — oceniajcie i mnie. Gdybyśmy odrzucili tę ustawę, jaka byłaby dalsza droga? Sejm dostałby ustawę odrzuconą przez senat i byłoby jedno głosowanie w sejmie — o odrzucenie odrzucenia senackiego. Nie byłoby żadnej dyskusji — mówił Jerzy Wcisła. — Dziś sejm, po naszych siedemdziesięciu poprawkach, musi się nad nią pochylić — dodał.
Jakie wyjście z sytuacji widzi senator? — Powinniśmy z agencjami rolnymi i z wami rozmawiać i według mnie na ustawę o zwierzętach nie wystarczą 24 godziny, a potrzeba 24 miesięcy rozmów, negocjacji i ekspertyz — przyznał Wcisła.
Senator twierdził, że zna argumenty protestujących i sam ma wątpliwości co do słuszności ustawy. — Weźcie jednak pod uwagę to, w jakiej sytuacji zostaliśmy w senacie postawieni. Dostaliśmy około dwustu różnych stanowisk, często się wykluczających. Uważamy, że naszym zadaniem nie jest wrzucanie ustaw do kosza, ale poprawienie tego, co się da. To jest zła ustawa, to, co wyszło z senatu, też jest złe, ale dla was jest lepsze niż to, co wyszło z sejmu — mówił Jerzy Wcisła. — Chcieliśmy pogodzić różne interesy, dać wam większą szansę, a jak Kaczyński bardzo chce zamknąć ubój rytualny i futerka, to niech wam za to zapłaci — przekonywał senator.
— Wszyscy uważamy, że bubli nie należy poprawiać, ale je odrzucać — odpowiedział na słowa Wcisły Mariusz Abramowski. — Była już przykra sprawa z ubojem rytualnym w 2012 roku. Eksportowaliśmy 70 proc. wołowiny do Turcji i straciliśmy te rynki, zajęli je Francuzi. Pozyskaliśmy przez ostatnie lata rynki arabskie i afrykańskie, czyli ostatnie, teraz zamkniecie nam tę drogę i wejdą tam inne kraje. Rynek nie lubi próżni, przecież zna pan zasady wolnego rynku — zwracał się do senatora protestujący. — Nasi sąsiedzi będą zarabiać, a nasi chłopi bankrutować — mówił mężczyzna. – Inni będą się cieszyć, a nas utopicie w szambie – dodał kolejny strajkujący.
— Mam sygnały, że PiS, który ma większość w sejmie, boi się przyjąć tę ustawę, bo boi się narzucić wam większy rygor — stwierdził Wcisła.
— Jest prawdopodobne, że prezydent zawetuje tę ustawę i wróci ona pod obrady sejmu. Jak wówczas zachowają się pana koleżanki i koledzy z klubu? — pytał Abramowski.
— U nas nie ma takiego wodza, który powiedziałby, że wszyscy mają mówić tym samym głosem — odpowiedział senator. — Nie jestem pewien, czy senatorowie wezmą tylko wasze słowa pod uwagę, czy też argumenty obrońców zwierząt i innych środowisk. Liczę na to, że ta ustawa zostanie zrzucona, jak w 2017 i rozpoczniemy normalne rozmowy z różnymi środowiskami — przyznał Jerzy Wcisła.
Mariusz Abramowski poinformował senatora, że rolnicy mają zamiar „naznaczać” wszystkich posłów i senatorów, którzy ich zdradzili. — Nawet, jak pan dostanie tego obornika pod bramę, to proszę przyjąć to na klatę i nie zgłaszać tego na policję.
Jerzy Wcisła odpowiedział: — Po to wymyślono politykę, abyśmy nie zwyciężali ze swoimi poglądami siłowo, ale w rozmowie. Jeżeli mówi pan, że ktoś przyjedzie pod moje biuro i wyrzuci mi obornik, to już używanie przemocy. Gwarantuję, że jeżeli taka sytuacja będzie miała miejsce, to sympatii ode mnie nie uzyskacie.
— I tak nie mamy – skwitowali protestujący, którzy nalegali, by Wcisła opowiedział się po którejś ze stron. Senator nie udzielił jednak jasnej odpowiedzi. Przyznał, że sprawa nie jest prosta i na tę chwilę nie ma wystarczających danych dotyczących słuszności planowanych zmian.

Źródło: Dziennik Elbląski


  • -

Rzecznik Praw Obywatelskich odpowiadał na pytania elblążan

19 października Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich był gościem 50. spotkania online senatora Jerzego Wcisły. W trakcie rozmowy gość senatora odpowiadał na pytania elblążan.
We wtorek, 20 października miała się odbyć rozprawa przed Trybunałem Konstytucyjnym, która miała dotyczyć przepisu o pełnieniu obowiązków przez Rzecznika Praw Obywatelskich po upływie jego pięcioletniej kadencji do czasu objęcia stanowiska przez nowego Rzecznika. Ze względu na chorobę jednego z sędziów rozprawę jednak odwołano.
Dzień wcześniej Adam Bodnar rozmawiał na ten temat z elbląskim senatorem. — Czego się Pan spodziewa po Trybunale Konstytucyjnym? — padło pytanie. — Czy Trybunał odroczy sprawę, uzna wniosek posłów PiS za bezzasadny, wygasi kadencję Adama Bodnara czy zezwoli na wybór osoby pełniącej obowiązek rzecznika praw obywatelskich? — Uważam, że jeżeli się nie wydarzy nic nieprzewidzianego, to Trybunał Konstytucyjny nie odroczy sprawy i jej efektem będzie stwierdzenie niezgodności z Konstytucją art. 3 ust. 6 Ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich — odpowiadał Bodnar. — Ten przepis mówi o tym, że dotychczasowy Rzecznik pełni swoje obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez nowego Rzecznika. Jeżeli tego przepisu nie będzie, a to się stanie w wyniku opublikowania wyroku, to nie będę miał podstaw do pełnienia tej funkcji. Co wtedy? Tak naprawdę nie wiem i myślę, że nikt tego nie wie.
Senator zapytał, czy jeśli spełni się najczarniejszy scenariusz i rządząca partia zmieni ustawę o RPO, to jak to wpłynie na wizerunek Polski i co to zmieni, rozszerzając to nawet na skalę międzynarodową. — Już teraz jest to wizerunkowy kłopot — odpowiedział Rzecznik. — W ciągu ostatniego tygodnia spływały do mnie opinie organizacji międzynarodowych, które nie są dobre. Wydaje mi się, że społeczność międzynarodową już coraz trudniej jest zaskoczyć sytuacjami w Polsce. Nasza reputacja jest już tak słaba w kontekście funkcjonowania instytucji demokratycznych, że mało co jest w stanie tę opinię międzynarodową zaskoczyć.
— 5 maja wystosowaliśmy jako Senat apel do premiera Polski, by w Polsce wprowadzono stan klęski żywiołowej — mówił senator. — Premier nawet nie pojawił się w Senacie. Czy rząd chcąc ograniczyć prawa obywatelskie, nie powinien najpierw wprowadzić stanu nadzwyczajnego? — To bardzo ciekawe, że wróciliśmy do tej debaty — odpowiadał Bodnar. — Stan nadzwyczajny w postaci stanu klęski żywiołowej pozwala na łatwiejsze zarządzanie państwem. Pozwala na łatwiejsze ograniczanie praw i wolności obywateli, mobilizowanie lekarzy czy budowanie szpitali polowych. Rząd tego nie zrobił, ponieważ wiedział, że ze względu na normę konstytucji, wprowadzenie stanu nadzwyczajnego spowoduje przesunięcie wyborów prezydenckich.
W trakcie spotkania padły także kwestie dotyczące noszenia maseczek. — Czy, z punktu widzenia prawa, trzeba nosić maseczki? — Uważam, że mamy obowiązek nosić maseczkę, ale wynika to z zasad moralności publicznej i z zasad utrzymywania relacji ze współobywatelami — mówił rzecznik.
Spotkanie trwało ponad półtorej godziny. Elblążanie zadawali wiele pytań. Pytali między innymi także o to, czy istnieje pomysł na prawne przeciwdziałanie niszczenia porządku prawnego i państwa prawa przez upolityczniony Trybunał Konstytucyjny? Czy Rzecznik nie ma przekonania, że epidemia dzisiaj jest wykorzystywana do łamania praw człowieka oraz czy w realne jest, żeby rządzący, w tym prezydent, premier i ministrowie stanęli przed sądem za łamanie Konstytucji.

Źródło: Dziennik Elbląski


  • -

Ustawa o ochronie zwierząt po trudnej ścieżce naprawczej w Senacie

Projekt ustawy o ochronie zwierząt trafił do Sejmu bez żadnych konsultacji i czasu na poprawienie wprowadzenia istotnych poprawek. Tajemnicą poliszynela jest, że była ona wrzucona nie tyle z troski o zwierzęta, ale jako element wewnętrznej wojny w Zjednoczonej Prawicy.

Posłowie Koalicji Obywatelskiej, choć zdawali sobie sprawę z jej wad, braków i okoliczności jej procedowania, w imię cywilizacyjnej odpowiedzialności za los zwierząt zagłosowali za jej przyjęciem.

W Senacie podjęliśmy szerokie konsultacje, które ujawniły, jak wiele kontrowersji projekt budzi i jak wielu środowisk dotyczy. Od miłośników zwierząt domowych i hodowców zwierząt rasowych, przez używających zwierząt w celach gospodarczych, po hodowle futrzarskie, mięsne i ubojnie, w tym koszerne oraz gospodarstwa i przedsiębiorstwa pracujące na rzecz tych podmiotów. Bardzo ważny był też głos organizacji i działaczy na rzecz wzmocnienia ochrony zwierząt oraz poprawy ich szeroko rozumianego dobrostanu. W tym konglomeracie ścierają się różne, często wykluczające się zdania i opinie.

Senatorowie Koalicji Obywatelskiej zdecydowanie popierają wszystkie działania na rzecz poprawy warunków bytowania zwierząt, zarówno tych domowych, jak i hodowlanych czy gospodarskich. Z tych powodów popieramy cel, jakim jest docelowa likwidacja hodowli zwierząt futerkowych i uważamy, że należy ograniczać niehumanitarne formy tzw. uboju rytualnego. Jednocześnie krytycznie oceniamy sposób, w jaki rząd i politycy PiS potraktowali producentów i hodowców działających w tych branżach. Firmy futrzarskie miały zlikwidować działalność po roku, a ubojnie – już po 30 dniach! Ustawa nie gwarantowała żadnych konkretnych odszkodowań. Ogłoszone w ostatniej chwili propozycje premiera Morawieckiego – poza wycofaniem z ustawy drobiu, który i tak nie powinien się tam znaleźć – są pozorne i rozczarowujące.

Dlatego senatorowie Koalicji Obywatelskiej zgłosili zasadniczą poprawkę, zakładającą wygaszenie niehumanitarnej hodowli
i produkcji, ale jednocześnie chroniącą producentów, hodowców
i pracowników przed nagłymi i dramatycznymi konsekwencjami nagłej likwidacji ich przedsiębiorstw i miejsc pracy. W poprawce zawarliśmy wydłużone vacatio legis: dla firm futrzarskich – 2,5 roku, a dla uboju religijnego na eksport – 5 lat.

Jednocześnie poprawka zawiera bardzo konkretne zasady przyznawania odszkodowań i prawo poszkodowanego, niezadowolonego z wysokości odszkodowania do odwołania się do sądu.

Udało się Senatowi i KO pogodzić w tej ustawie poprawę losu zwierząt i dobro setek tysięcy ludzi, którzy w rolnictwie pracują.

Senatorowie KO zaproponowali też wiele rozwiązań oczekiwanych przez miłośników zwierząt domowych, w tym obowiązek czipowania psów.

oprac. Marek Borowski, Jerzy Wcisła, 14 października 2020 r.


Kalendarz

Grudzień 2020
P W Ś C P S N
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Facebook